CHRZEŚCIJAŃSKA MISJA SZPITALNA
Organizacja Pozarządowa

Świadectwa

Świadectwo Małgosi z Oleśnicy:
Bóg upomniał się o mnie 23 lata temu.
Byłam katoliczką niedzielną i to jeszcze nie zawsze - „taką z przyzwyczajenia”. Widocznie nie sprawiało Bogu radości moje życie.
Szukałam Boga na różnych spotkaniach modlitewnych, biorąc udział w rekolekcjach. Moje życie było przepełnione Bogiem, wiedziałam, że On jest celem mojego życia.
W dniu 16 września 2017 r. zostałam poproszona do wzięcia udziału w Żywej Bibliotece. Przed tym wydarzeniem poszłam do kaplicy Wieczystej Adoracji w moim parafialnym kościele, zawierzając Bogu całe to spotkanie. Bardzo chciałam opowiedzieć ludziom o Bożej miłości, o tym co Bóg uczynił w moim życiu.
Pierwsza osoba, która podeszła do mnie to była pewna kobieta, która mówiła, że jest osobą wierzącą, ale nie praktykującą. Drugą osobą to był młody niepełnosprawny mężczyzna po udarze. Kolejnymi osobami były dwie młode uczennice, z których jedna deklarowała, że jest osobą niewierzącą. Wszystkie te osoby, które do mnie podeszły, były „zaciekawione” moją osobistą relacją z Bogiem.
Uważam, że projekt; Żywa Biblioteka jest bardzo dobrą inicjatywą, gdyż jest wiele osób, które tak naprawdę szukają Boga w swoim życiu a nie mają odwagi pójść np.; do Księdza czy do kościoła, aby porozmawiać nt; wiary i odnalezieniu drogi do Boga.
(Małgosia - członek Stowarzyszenia Chrześcijańskiej Misji Szpitalnej)

Świadectwo Marcina:
…A ujrzawszy, że są utrudzeni wiosłowaniem, bo mieli wiatr przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc na morzu, mniemali że to zjawa i krzyknęli. Bo wszyscy go widzieli i przelękli się. A ON zaraz przemówił do nich tymi słowy: Ufajcie. Jam jest, nie bójcie się. I wszedł do nich do łodzi, i wiatr ustał, a oni byli wstrząśnięci do głębi…(MK 6, 48-51)
Dotykając przestrzeń nowego życia z Jezusem, pochylam się nad swoim dawnym błądzeniem, opuchniętym obliczem jako wyrazem niemocy i samotności.
Chodzenie po wodzie, to moja analogia do grząskiego celu, do człowieka, który wpadł we własną przepaść, bez żadnego zabezpieczenia. Tak po prostu w ciszy, skąpany w niepamięci, najgorszej dla mnie nędzy, chłosty nienawiści – cóż tylko na własne życzenie. Ponieważ to otworzyło tak potężną rozszarpaną ranę, że już zabrakło balsamu wiary, który mógłby to powstrzymać, zagoić, zaopatrzeć i zaleczyć. Albo tak jakby zabrakło „murarza”, który by mógł dokończył dzieła z gruzowiska życia i beznadziei na otwarty dom ciepła, miłości, w źródło wsłuchiwania się w siebie…
A wyszedłszy, ujrzał mnóstwo ludu i ulitował się nad nimi, że byli jak owce nie mające pasterza i począł ich uczyć wielu rzeczy (Ewangelia Marka k 6, 34)
W korytarzach rozłąki i obcych twarzy, z których tak wiele kwitło wspólnych wspomnień z podróży. W przedsionku marskości duszy, chyba wtedy było już za późno na wstyd – nie – za późno! Aby setną prośbę przybić do krzyża. Zostałem wychłostany wszystkim co się dało; bezradnością, alkoholizmem, szpitalami, brakiem pracy, zapomnieniem, znienawidzeniem… Świadomy tego, wiem tylko że (nie) zmartwychwstałem wtedy. Bliski przepaści, u skraju wyczerpania. Zamknięty w tym co bolało a teraz nie chcę być już wzgardzony i gorszyć.
Lecz jak napisano: Ujrzą go ci, do których wieść o nim nie doszła, a ci co o nim nie słyszeli, poznają go”. (list do Rzymian 15, 21).
Z tych wszystkich lat wędrówek mojego życia, zdaje się że w tamtym mieście pogasły latarnie. Czas był zbyt ciężki, rodził rozdzielający krzyk, jak listy na pół. Na oddziale ratunkowym, chwile jakby zatrzymały cząstkę bijącego serca. Życie zatrzymało się w miejscu. W tę pustkę wkradła się ambiwalentność. Mogłem tylko siebie zapytać, a co z moją wiosną zmartwychwstania?
Gdyż wszelkie ciało jest jak trawa, a wszelka chwała jego jak kwiat trawy. Uschła trawa i kwiat opadł” ( pierwszy list św. Piotra 1, 24)
Mój Dobry Pasterz tchnieniem mojego życia…
Dlatego że ten syn mój był umarły a ożył, zaginął a odnalazł się. I zaczęliśmy się weselić” (Ewangelia Łukasza 15, 24)
Czy może coś pozostać po domu, który runął bo nie był budowany na fundamencie wiary i miłości? Każdego wieczoru w oknach ludzi palą się światła rodzinnego ogniska, nadziei. W mieszkaniach ludzi dobrych i złych, mocnych i słabych, bogatych i biednych. Trawiącą moją niepewność i niepokój, przerwała Boża miłość i łaska. Uciszył burzę w moim życiu. Przyszedł do mnie po morzu, mimo wichru i gwałtownego deszczu. Przyszedł i zaczął leczyć, uzdrawiać. Wyzwolił mnie z niemocy. Nakarmił i przyodział. Tchnął we mnie swoje Boże życie. Zostałem zanurzony w jego miłości Ducha świętego.
Zamiast zakończenia:
Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe”. (2 list do Koryntian 5,17)